Despotio Beanorum vs. Otrzęsiny

Despotio Beanorum vs. Otrzęsiny

Jeleniogórscy żacy już „otrzęsieni”, a za chwilę najważniejsza grupa jeleniogórskich studentów – „karkonoskich” będzie uczestniczyła w jednym z najbardziej istotnych (zaraz po Immatrykulacji) wydarzeń. Tylko czym tak naprawdę owe Otrzęsiny są? Skąd w ogóle się wzięły? I czy zawsze wyglądały tak samo – tańce, hulańce, zabawa do białego rana?

Tradycja „Otrzęsin” jest związana z bardzo starym zjawiskiem zwanym „Inicjacją”, czyli obrządkiem (rytuałem) przejścia, w którym uczestniczyli chłopcy i dziewczynki, aby stać się dorosłymi. Inicjacje przechodzili wojownicy, zakonnicy jak i studenci od najdawniejszych czasów. Przyjrzyjmy się zatem początkom tego rytuału, w czasach średniowiecza.

Zacznijmy od łacińskiej nazwy Despotio Beanorum (otrzęsiny), od której pochodzi słowo beanus. Termin najprawdopodobniej oznacza pisklę, żółtodzioba, lub pochodzi od dźwięku "bee", który wydają barany i cielęta. Mianem „żółtodzioba” lub beanusa nazywano nowego studenta, który był nieotrzęsiony (dzisiaj powiedzielibyśmy „nieogarnięty”), z tego powodu był wyszydzany i traktowany z pogardą. Nowy student musiał się poddać obrzędowi otrzęsin, aby zrzucić z siebie „nieokrzesanie”.

Zwyczaj ten przywędrował do Polski najprawdopodobniej z Czech lub Niemiec i nie dotyczył tylko społeczności akademickiej, ale również rzemieślniczej (Cechy również otrząsały nieogarniętych nowicjuszy).

Na uniwersytecie Krakowskim otrzęsiny odbywały się w bursie Jerozolimskiej. Uroczystość rozpoczynała się od wystawnej kolacji mistrzowskiej, za którą płacili „beani”. Dopiero w okolicach północy zjawiał się korowód żółtodziobów prowadzony przez czeladników na czele ze starszymi czeladnikami. Na "egzamin" beanów prowadzano pojedynczo, do izby gdzie sadzano ich na "kulawym" stołku i dokonywano "egzorcyzmów" wśród przyśpiewek, docinków i różnych błazeńskich sztuczek. Bean był szczypany, tarmoszony, kłuty, zrzucany ze stołka, malowany obrzydliwymi smarami i farbami, golony drewnianą brzytwą. Następnie przeprowadzano egzamin sprawdzający przytomność umysłu, podczas którego uczeń miał udowodnić, że umie czytać, pisać i liczyć. Po tych wątpliwych aczkolwiek niezbędnych  przyjemnościach, żółtodziobowi przyprawiano wielkie uszy, a do ust wkładano świński kieł. Owe uszy obcinano (jako symbol niszczenia głupoty i nieokrzesania) drewnianym mieczem, kieł zaś wyrywano olbrzymimi kleszczami. Po tym wszystkim kładziono ofiarę na stole, ciosano i heblowano, czyszczono uszy i twarz roztworem z soli, a ciało polewano winem. Po zakończeniu obrzędów bean mył się i zostawał przyjęty w szeregi braci czeladniczej – społeczności akademickiej.

Na uniwersytecie Krakowskim te obrzędy zostały zakazane w 1511 r. przez doktora filozofii, lekarza Adama z Bochni, który stwierdził, że nowicjusze niepotrzebnie są narażani….  na niepotrzebne wydatki, gdyż zamiast za książki i swoje wydatki muszą płacić za otrzęsiny. Od tego czasu otrzęsiny odbywały się nielegalnie w sypialniach, w bursach lub w prywatnych mieszkaniach. Z czasem jednak zwyczaj ten wygasł.

Cieszmy się zatem, iż mamy XXI wiek, a nowi studenci nie są „egzorcyzmowani”. Pamiętajcie o tym co Was ominęło, gdy będziecie się bawić 15 listopada.

Informacje o „Otrzęsinach w Karkonoskiej” znajdziecie tutaj >>>

źródło: Wikipedia
Rafał Tomasik